Krok przed upadkiem

24 maj 2013

Krok przed upadkiem

Autor:
Marcin Małysz

Wystrzegajcie się kwasu faryzeuszy– powiedział Jezus do swoich uczniów. Ten kwas jest jak pleśń. Możesz zrobić przepyszne kanapki, ale kiedy zobaczysz pleśń, nie zjesz ani jednej. Kiedy masz w sobie zarodki tej pleśni, cokolwiek zrobisz, choćby nie wiadomo jak piękne było, będzie skażone. Możesz oddać całe mienie, możesz służyć innym aż do końca, możesz pozwolić, żeby cię podeptano, ale jeżeli po tym wszystkim powiesz: „No, teraz jestem fajny, teraz na pewno Bóg mnie polubi”, to wiedz, że Bóg cię nie polubi, bo za twoją pobożnością stoi głęboko ukryta pycha – pleśń dobrych uczynków. Pycha – pierwszy grzech we wszechświecie. W każdym z nas ją znajdziesz. Pojawia się mimowolnie jak chwast, gdy wzrasta zboże twoich dobrych uczynków. Pilnuj się, drogi Czytelniku, aby ten chwast nie rozplenił się w twojej duszy. Wyczyśćcie stary kwas, mówi Apostoł. Bo nic kwaszonego nie wejdzie do Królestwa, tylko przaśniki szczerości i prawdy.

Powiem wam, że u mnie była taka pycha. Kompletnie nie widziałem jej, aż do czasu, gdy duch święty przemówił do mnie przez jednego brata. Nie mogłem uwierzyć. Ja i pycha? To niemożliwe. Nigdy bym samego siebie o to nie podejrzewał. Widziałem wiele wad. Całe mnóstwo. Niejedną książkę można by napisać, omawiając moje braki i przywary. Ale pycha? A jednak. Posłuchajcie…

W niedługim czasie po moim przyjeździe do Anglii byłem na pewnym przypadkowym, nieformalnym spotkaniu modlitewnym. Modlimy się już dobrych kilka minut, kiedy nagle jeden brat wstaje i wypowiada modlitwę za siostrą (teraz u niej mieszkam), by zabrany był od niej duch troski, niepokoju i zmartwienia. Ale to nie koniec – potem kieruje rękę w moją stronę i zaczyna wyganiać, dosłownie wyganiać ducha pychy. Stał za moimi plecami, a że na spotkaniu było nas czworo, widziałem, że nikogo innego nie mogło to dotyczyć. Modlitwa się skończyła. Potem, gdy już miałem wychodzić, szepnąłem na ucho temu bratu: – Ja mam pychę? Widać we mnie pychę? Jeśli tak, to mi powiedz.

– Nie wiem, o czym mówisz, bracie – odpowiedział mi.
– No, przecież modliłeś się za mną, to powinieneś wiedzieć.
– Ja nie wiem, o co się modliłem. Widocznie to duch przemawiał.

Pycha. Ukryta pycha. Nienosząca długich rzemyków przy szatach. Ani markowych ubrań. Pycha schowana u człowieka, który na ostatnim szczeblu drabiny społecznej. Zwykłego cleanera. Powiedziałbyś? U człowieka, który zna swoje miejsce w szeregu. Pycha, która nawet nie wypowie słowa pogardy. Która milczy. Taka „skromna” pycha. Jak głęboko się schowała! Na samym dnie mojego serca. Poznać ją po tym, że najpierw chce zrozumieć, a potem uwierzyć, pycha, która złości się na Boga, że na dniach nie odpowiada. Pycha, która każe, by dla jej zachcianek czynił cuda, by dawał znaki. Która nie jest w stanie przyjąć wiarą. Pycha z tego, że jest się mądrym i się wie; zabiegająca, by stać się członkiem zboru po to tylko, żeby przemawiać – „bo przecież tyle mogę dać”. Pycha, która drżała przed tym, by klęknąć przed zborem i prosić o modlitwę. Nigdy tak czerwony nie byłem! Pycha, która nie przyzna, żeś słaby, która zmusza cię, byś ty udzielał pomocy, jednocześnie nie dając pomóc samemu sobie. W końcu – pycha, która podsuwa myśl „jestem na swój sposób duchowo bogaty”, choć ty nędzny, biedny, ślepy i goły. Bogaty jedynie na swój, a nie Boży sposób. I ja, mądry, muszę stać się głupim. Wzgardzonym i niegodnym, ostatnim. Pycha zawsze kroczy przed upadkiem.

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl