Szklane domy

10 maj 2013

Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą; cóż za to mieć będziemy?

Mało ludzi poszło tą drogą. Obiecywał złote góry, szklane domy. Trudno było zrozumieć. Bo tam wszystko inaczej, podobno. On – inny jakiś. Nie wiadomo skąd przyszedł. Na pewno nie był z nas. Nie był z Egiptu.

Ta kraina niby piękna.

– Nigdy Ci się nie śniło – powiedział. – Jednak droga do niej przez pustynie. I morze.

– Gdzież to jest? – pomyślałem. – A cóż na tej pustyni? Może krzak gorejący i czasem kępka trawy. Poza tym nic. Nawet śladu po tych, co przed nami. Piasek i kamień. Pustka. Starodawna ścieżka, która wyprowadza z kolorowego Egiptu pełnego życia i gwaru, zasilanego przez życiodajny Nil. Gdzie spokój i pewność jutra. Gdzie można było sobie kafelkami wyłożyć swój domek. Gdzie można było się ładnie ubrać, żeby niektórzy zawiesili oko. A na pustyni co? Na czym tu oko zawiesić? Tu już tylko skorpiony i węże. Tu już nikt się nie stroi. Bo dla kogo? Tu, gdzie wszystkie zbytki zasypane przez piasek.

I rutyna. Dzień i noc – piasek. Nic nie zaskoczy. Wiem, co ujrzę jutro – to samo. O ile nie umrę z pragnienia…

– Zaprzyj samego siebie – powiedział ten.

– Któż z was chce iść na tą pustynię? Któż chce zostawić wszystko, by tułać się na pustkowiu? – mówili inni.

Starodawna droga, a ślady tych, co poszli, zasypane piaskiem.

– Nie idź tam – mówią. – Stamtąd jeszcze nikt żywy nie wrócił. Po co ci to? Źle ci tu, gdzie szerokie i równe drogi Egiptu…

Pożegnali mnie, powiedzieli: „będziemy za tobą tęsknić”.

– Tam jest lepsza ziemia – mówię. – Mleko i miód.

– Gdzie, głupcze? My widzimy tylko pustynię – odpowiedzieli.

I tak jak Kolumb, płynę po tym oceanie piasku, bo usłyszałem, że coś tam lepszego. Że władza sprawiedliwa. I miłosierna. A jedyne prawo, to prawo miłości. I niewolnicy podobno na wolność… Idę, bo cóż mam do stracenia. Tu co, ja nie faraon, ja nie szlachetnego rodu. Tylko fałszywe uśmiechy fałszywych przyjaciół. Tylko kromka chleba, okupiona kłamstwem i chciwością.

A tam…, słyszałem…, że dobrze jest. Inaczej. I choć przed oczyma piasek, i w samych oczach piasek. Wszędzie piasek! Gdzie go nie ma! Toż ja cały z piasku. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Ale jeszcze, póki sił starczy, idę. Prawdę rzekli – stamtąd jeszcze nikt żywy nie wrócił – myślę sobie. Znam takich, co zawrócili.

Wychowani przy światłach Egiptu. Nie znają się na gwiazdach. Polegną.

A gdy dojdę… Jeśli dojdę… Będę innym człowiekiem. Hart ducha. Zamieć, nie zamieć, burza, nie burza. Skwar w dzień a mróz w nocy. Wyniszczony ciałem i duchem. Kilkadziesiąt lat o samym chlebie i wodzie. Jak smakuje mięso? Czy jeszcze pamiętam? Ostatnie jakie jadłem…baranek… i to w biegu.

– To prawda, tato, te „szklane domy”? – pyta syn z niedowierzaniem.

– Prawda. Wiarygodny był ten, który zachęcał. Przewodnik. Oj, chłopcze, takich kiści winogron nigdy nie widziałem! A smak! Tego smaku..., tego smaku nie da się zapomnieć. Pójdźmy tam, gdzie podobno woda, która raz na zawsze gasi pragnienie. Gdzie drzewa rodzą dwanaście razy na rok. A chleb taki, że okruchem się najesz. I lekarz tam jest, co leczy chromych, ślepych i głuchych. A drogi oznakowane tak, że nikt na nich nie pobłądzi.

– Tato, a jak nazywa się ta kraina?

– ”Raj” – odpowiedziałem.

Podobne tamatycznie



© | ePatmos.pl